poniedziałek, 23 grudnia 2013
Rozdział 5 ,,Klucz, mapa i pamiętnik mojej mamy''
~Harry~
Czułem smak jej ust na moich. Hope jest idealna. Nawet nie bolało, gdy
mnie uderzyła. Chciałbym ją zatrzymać, żeby była moja, tylko moja.
Poszedłem w stronę swojego domu. Czas odwiedzić piwnicę. Tak szczerze to
nigdy tam nie byłem. Ojciec mi zakazywał. Powiedział, że mogę się tam
wybrać tylko po jego śmierci.
Minął od tego rok, więc już pora.
Może to dziwne ale nigdy nie odnaleziono ciała mego ojca. Co prawda
zostawił list w którym napisał, że ma się zamiar powiesić.
Naprawdopodobniej to zrobił na 90%.
Wyciągnąłem srebrne klucze z
mojej kieszeni. Otworzyłem drzwi. Wszedłem do środka. Podszedłem do
szafeczki w której mieścił się złoty klucz do piwnicy i do wszystkich
pomieszczeń w niej. Wziąłem go. Udałem się po schodach na dół do
piwnicy. Ani się obejrzałem a stałem przed drzwiami. Nie wiedziałem
czego mogę się tam spodziewać. Otworzyłem je i włączyłem światło.
Wszystko było zaleziałe, okropny widok. Przedemną był tylko długi
korytarz. Poszedłem na przód. Bałem się jak cholera. Doszedłem do końca.
Koniec, zamurowane. Pchnąłem cegły, ściana z której były zrobione
zburzyła się. To co tam zobaczyłem kompletnie mnie unieruchomiło. Mój
ojciec, powieszony na sznurku. Kompletnie bez życia. Pod nim znajdowało
się tylko małe krzesełko. Nie powstrzymałem łez. Mój tata to był potwór
ale przecież też człowiek. Na około tego kwadratowego pokoju były drzwi,
które odziwo były podpisane. Starałem się nie patrzeć na pogryzione,
spleśniałe ciało mojego taty. Podszedłem do jednych z drzwi
zatytuowanych ,,Narzędzia" Z godnie z nazwą były w nich same młotki.
Podszedłem do drugich które były nazwane ,,Jane, moja przyjaciółka którą
kocham." Uchyliłem drzwi. W tym pokoju najdował się stolik z zdjęciem
matki Hope i szkatułką. Otworzyłem ją było w niej serce. Przestaszony
szybko wybiegłem z tego pomieszczenia. W następnym pomieszczeniu nie
było nic. Podszedłem do przedostatnich zatytułowanych ,,Moje rozmyślania
i listy których nie wyśle" W tym pomieszczeniu była skrzynka z listami
którą wyciągnąłem, gdyż miałem zamiar je przeczytać. Ostatnie były
zatytułowane ,,Ofiary." Zląkłem się, gdy przeczytałem tytuł. Ledwo
uchyliłem drzwi, a już je zamknąłem. Tam były ludzkie ciała...Szybko
wziąłem nie ciężką skrzynkę i uciekłem z piwnicy. Nigdy więcej tam nie
wejdę. Obiecuję, nigdy więcej. Poszedłem do mojego pokoju. Usiadłem na
łóżku i zacząłem czytać. Z tego co przeczytałem to dowiedziałem się, że
mój ojciec kochał Jane. Dlatego jak ją zabił to miał zamiar zabić
siebie. Czyli nie kochał mojej matki. Ją zabił rok po moim urodzeniu.
Zacząłem płakać, nie jestem silny psychicznie. Nie jestem...Piwnica,
listy mam wszystkiego dość. Mam dość swojego życia.
~Hope~
Od
paru dni Joanne się dziwnie zachowuje, napewno nie jest to spowodowane
miesiączką. Wychodzimy na miasto czy spacer dopiero, gdy zajdzie słońce
lub niebo jest zachmurzone. Mam teorie, że Joanne po prostu boi się
słońca.
Dotarłam do domu. Otworzyłam drzwi. Rozejrzałam się po
pokoju. Mama powiedziała mi, że jest w domu schowany klucz wraz z mapą.
Nie wiem do czego, ale wiem, że muszę to znaleźć. Piwnicy jako takiej
nie mam. Tak samo jak strychu, więc myślę, że to będzie łatwe. Ba! Nawet
za łatwe!
•••
Przeszukałam cały domek, ani śladu mapy i klucza.
Zrezygnowana podreptałam do mojego malusieńkiego pokoiku. Oświeciłam
światło. Coś mi się rzuciło w oczy. Pod włącznikiem światła zauważyłam
delikatny kwadratowy kontur. Nacisnęłam na niego a ten otworzył się. Czy
to sen? Znalazłam klucz, mapę i pamiętnik mojej mamy...
Rozdział 4 ,,Randka?''
- Plan gotowy, teraz należy wprowadzić go w życie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~
Obudziło mnie stukanie w okno.
Wstałam i podeszłam do zasłoniętego okna. Odsłoniłam zasłonkę zauważyłam szczerzącego się Harry'ego z przerażenia zamknęłam okno. Pobiegłam do drzwi frontowych i wszelakich okien, by sprawdzić czy są zamknięte. Jak on mnie znalazł?
Przecież nikt nie miał prawa znaleźć tego domu. Otworzyłam lekko drzwi frontowe. Harry poszedł sobie na moje szczęście. Na wycieraczce leżała niebieska karteczka. Niebieski, mój ulubiony kolor. Weszłam do środka i zaczęłam czytać wiadomość.
[Tekst wiadomości: ,,HOPE! CZY TY MNIE W KOŃCU ZABIJESZ CZY JA MAM TO ZROBIĆ?!"]
Przestraszona upuściłam karteczke. ,,Czy ja mam to zrobić." O co mu chodziło? O to, że chce popełnić samobójstwo czy on chce zabić mnie?
To zbyt skomplikowane. Stanęłam tyłem do drzwi. Kucnęłam, moja twarz została zasłonięta przez moje kolana. Zaczęłam płakać. Łzy płynęły z każdą sekundą mocniej.
Nie urodziłam się po to by zabijać, urodziłam się po to by pomagać ludziom. Jak widać Harry tego nie rozumie. Niespodziewanie dostałam SMSa od Joanny.
-Czego ona znowu chce? - Pomyślałam. Poszłam do salonu i sięgnęłam po mój telefon.
[Tekst wiadomości: ,,Hejka Hopusiu! Zabieram Cię na podwójną randkę! Tak, Louis przyprowadzi kolegę! Przyjadę po Ciebie o 16 i razem się przygotujemy loooove"]
Jeszcze czego! Nie mam zamiaru nigdzie z nią iść. Cały czas mnie gdzieś wyciąga. Jak nie na imprezę to na spacer, na podwójną randkę, chce mnie zesfatać z kimś. W sumie musi być ten pierwszy raz.
•••
Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Wskazywał godzinę 15:59 Joanne powinna tu być. Zawsze przychodzi wcześniej. 16:00 Joanne wparowała do mojego domu. Złapała mnie za nadgarstek i zaprowadziła do auta.
-Asia?
-Co? - Odezwała się. No nareszcie!
-Jaki jest kolega Louis'ego? - Spytałam, wolałam się upewnić jaki jest.
-Cóż jest mega seksowny, wysoki, wysportowany, ma tatuaże, widziałam go na wczorajszej imprezie, no to chyba wszystko. Jak wygląda nie będę Ci mówić, bo to ma być niespodzianka. - Hmm ten opis kogoś mi przypomina, ale nie wiem kogo.
•••
-Tak, to i to, weź jeszcze to, o i to się nada, i koniecznie to, do tego to, albo nie, ściągnij to i załóż to. O IDEALNIE! - Panna Grobert skończyła swoje poprawki modowe. Stanęłam przed lustrem, wyglądałam jak dla mnie ślicznie. Miałam na sobie biały obcisły top; dżinsowe, tęczowe, postrzępiane szorty; niebieskie trampki za kostkę; złoty wisiorek z białą sową; na ramiona nażuconą miałam również dżinsową jak moje szorty, kurtkę bez rękawów; włosy miałam splecione w francuza, który idealnie układał mi się na prawy bok; miakijażu prawie nie miałam, jedyne co w tej sytuacji miałam to tusz to rzęs, podkład, i błyszczyk.
Widać było, że Joannie spodobała się jej praca. Ona też była ubrana prześlicznie. Pastelowo różowa sukienka idealnie łączyła się z białymi koturnami i kwiatem we włosach, które były rozpuszczone.
•••
Dotarłyśmy pod restauraję zwaną ,,Rogalik" dość nietypowa nazwa, ale chwytliwa.
Wysiadłyśmy z auta z nosem ku górze. Byłyśmy tego dnia pewne siebie, może nawet za pewne.
Weszłyśmy do środka. Wnętrze wyglądało dość przytulnie ((Jak wyglądało zależy od waszej wyobraźni))
Ja wraz z Joanne podeszłyśmy do stolika gdzie siedział Louis. Jego kumpla brak.
-Hej.
-Cześć.
-No Hi!
-Louis, gdzie jest twój kolega? - Spytałam
-Poszedł do łazienki zaraz powinien wrócić. Poszedł do kibelka. - Oznajmił Louis. Odwróciłam się na moment. Aśka i Lou gadali o swojej przyszłości. Co jak co ale teraz jest teraźniejszość, powinni cieszyć się chwilą, a oni planują już przyszłość. W sumie ja też planuje, ale moje życie tego wymaga.
-O hej Harry, to jest Hope. - Powiedział Louis. Zaraz! Jaki Harry?! Proszę tylko nie on. Nie odwracałam głowy, nie chciałam wiedzieć kto koło mnie usiadł. -A my się już z Hope znamy. Prawda Hopuś. - Oznajmił Harry. Tego nie wytrzymałam odwróciłam głowę w jego stronę. Mogłam tego nie robić, gdyż okazało się, że to ten Hazz który śni mi się po nocach.
-Wiesz, to chyba oczywiste, może się znamy, ale ja Cię nienawidzę! - Syknęłam i wybiegłam z restauracji. Harry wybiegł za mną. Przyparł mnie do samochodu, czułam jego oddech na mojej szyi.
-Jesteś taka śliczna. - Harry delikatnie się nachylił i mnie pocałował. Szybko się od niego oderwałam i z całej siły kopnęłam go w brzuch. Ten zwinął się z bólu, a ja pobiegłam do domu. Co to miało znaczyć? Mój wróg mi mówi, że jestem śliczna. Coś musi być nie tak, coś musi być inaczej i ja się dowiem co.
CO MYŚLICIE?!
Mi osobiście ten rozdział się podoba
liczę na komentarze
INFORMOWANY=NICK W KOMENTARZU
niedziela, 8 grudnia 2013
Rozdział 3 ,,Impreza, Harry i plan"
Czekałam ubrana, poczesana oraz umalowana. Joanne miała przyjść za moment. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć drewniane drzwi.
-Hejka Hope. To jak idziemy ? - Pokiwałam twierdząco głową. Joanne złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę jej luksusowego samochodu.
•••
Podjechałyśmy pod klub ,,Shake".
Wysiadłyśmy z auta. Powolnym krokiem ruszyłyśmy w stronę wejścia. Już na wejściu można było wyczuć ile litrów alkocholu się tu przelało i ile jest zwykłych zboczeńców. Joanne ruszyła na parkiet. Wzrok wszystkich mężczyzn był skierowany na nią. Nie dziwie się, Joanne ma szare hipnotyzujące oczy, blond włosy, idealną figurę, przede wszystkim jest śliczna nie to co ja. Ze mnie jest zwykły ziemniak. Zgadza się Hope ,,Ziemniak" Cratchit. Usiadłam z boku przy barze. Obserwowałam ludzi bawiących się. Parę krzeseł ode mnie zauważyłam chłopaka w loczkach. Harry? Nie to na pewno nie on przcież wiele chłopaków ma kręcone włosy. Chłopak padniósł głowę do góry. O nie Harry... Spanikowałam. Zaczełam coś robić z rękami by zakryć twarz. Marnie mi to wychodziło, lecz jak na razie mnie nie zauważył. Spojrzałam na parkiet. Joanne znikła mi z oczu, świetnie. Wodziłam wzrokiem po całym klubie. Nie ma, wyparowała. Zaczęłam się denerwować. Nagle usłyszałam głośne chrząknięcie koło mnie, odwróciłam głowę w kierunku z którego ktoś chrząknął.
-Witaj Hope. Co Cię tu sprowadza?
-H-Harry? - Zająknęłam się. - Nie powinno Cię to obchodzić, a teraz zejdź mi z oczu chyba że chcesz być dziś zabity? - Uśmiechnęłam się pod nosem, dogryzłam mu.
-Wolałbym jednak dzisiaj. - Harry przybliżył się do mnie. - Proszę Hope zabij mnie. - Czy on mnie poprosił żebym go zabiła?
-Nie zrobie tego dzisiaj. - Powiedziałam i szybko wybiegłam z klubu. Mam mieszane uczucia co do Harry'ego. Hazz wybiegł za mną. Zaczęłam biec. Biegam odkąd pamiętam. Zawsze musiałam przed kimś uciekać, a żeby komuś uciec to trzeba być szybkim, prawda? Ukryłam się za jednym z wielu drzew w parku. Zgubiłam go...Cel osiągnięty.Zostałam jeszcze parę sekund za drzewem.
Wyjrzałam zza drzewa. Na moje nieszczęście Styles siedział na pobliskiej ławce. Szybko schowałam się za dębem. Ku mojemu zdziwieniu Harry zaczął śpiewać.
-,,Prawdziwie, bezrozumnie, głęboko Jestem
Nierozsądnie, kompletnie zatracony
W jakiś sposób uderzyłaś o moje ściany
Więc kochanie, powiedz że zawsze będziesz mnie trzymać w ramionach.
Prawdziwie,bezrozumnie, szaleńczo, głęboko zakochany w Tobie
Zakochany w Tobie." - Harry tak słodko śpiewa. HOPE JAK TY MOŻESZ TAKIE COŚ MÓWIĆ?! Nagle usłyszałam głos Joanne.
-Hope! Tutaj jesteś, dlaczego uciekłaś? Szukałam Cię po całej okolicy! - Odezwała się. Czy ona nie zauważyła że się chowam? Harry podniósł wzrok po czym się uśmiechnął. Zauważył mnie, cholera. Uśmiechnęłam się szczucznie do przyjaciółki i szybko wyszłam razem z Joanne z parku.
-Czy Ciebie kompletnie popierdoliło?! - Spytałam się Asi.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi. - Odpowiedziała. Ja nie miałam sił by cokolwiek powiedzieć.
•••
Wróciłam do domu mam plan, mam plan jak zabić Harry'ego.
Mój plan jest dość infantylny, ale myślę, że skuteczny.
[PLAN ZABICIA HARRY'EGO WEDŁUG HOPE CRATCHIT.
,,1. Około 5 rano podjechać pod jego dom.
2. Związać i porwać.
3. Posadzić na krześle (Tak żeby nie uciekł rzecz jasna).
4. Porozmawiać.
5. Wyciągnąć informację.
6. Pozbyć się człowieka." ]
Pan gotowy, pozostało teraz tylko wprowadzić go w życie...
Macie rozdzialik :D wiem, wiem nie mam talentu do pisania :)))))))))))))
Myślę że rozdział wam się (nie) spodobał
JAK MYŚLICIE HOPE ZABIJE HARRUSIA? :O PISZCIE!
-Hejka Hope. To jak idziemy ? - Pokiwałam twierdząco głową. Joanne złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę jej luksusowego samochodu.
•••
Podjechałyśmy pod klub ,,Shake".
Wysiadłyśmy z auta. Powolnym krokiem ruszyłyśmy w stronę wejścia. Już na wejściu można było wyczuć ile litrów alkocholu się tu przelało i ile jest zwykłych zboczeńców. Joanne ruszyła na parkiet. Wzrok wszystkich mężczyzn był skierowany na nią. Nie dziwie się, Joanne ma szare hipnotyzujące oczy, blond włosy, idealną figurę, przede wszystkim jest śliczna nie to co ja. Ze mnie jest zwykły ziemniak. Zgadza się Hope ,,Ziemniak" Cratchit. Usiadłam z boku przy barze. Obserwowałam ludzi bawiących się. Parę krzeseł ode mnie zauważyłam chłopaka w loczkach. Harry? Nie to na pewno nie on przcież wiele chłopaków ma kręcone włosy. Chłopak padniósł głowę do góry. O nie Harry... Spanikowałam. Zaczełam coś robić z rękami by zakryć twarz. Marnie mi to wychodziło, lecz jak na razie mnie nie zauważył. Spojrzałam na parkiet. Joanne znikła mi z oczu, świetnie. Wodziłam wzrokiem po całym klubie. Nie ma, wyparowała. Zaczęłam się denerwować. Nagle usłyszałam głośne chrząknięcie koło mnie, odwróciłam głowę w kierunku z którego ktoś chrząknął.
-Witaj Hope. Co Cię tu sprowadza?
-H-Harry? - Zająknęłam się. - Nie powinno Cię to obchodzić, a teraz zejdź mi z oczu chyba że chcesz być dziś zabity? - Uśmiechnęłam się pod nosem, dogryzłam mu.
-Wolałbym jednak dzisiaj. - Harry przybliżył się do mnie. - Proszę Hope zabij mnie. - Czy on mnie poprosił żebym go zabiła?
-Nie zrobie tego dzisiaj. - Powiedziałam i szybko wybiegłam z klubu. Mam mieszane uczucia co do Harry'ego. Hazz wybiegł za mną. Zaczęłam biec. Biegam odkąd pamiętam. Zawsze musiałam przed kimś uciekać, a żeby komuś uciec to trzeba być szybkim, prawda? Ukryłam się za jednym z wielu drzew w parku. Zgubiłam go...Cel osiągnięty.Zostałam jeszcze parę sekund za drzewem.
Wyjrzałam zza drzewa. Na moje nieszczęście Styles siedział na pobliskiej ławce. Szybko schowałam się za dębem. Ku mojemu zdziwieniu Harry zaczął śpiewać.
-,,Prawdziwie, bezrozumnie, głęboko Jestem
Nierozsądnie, kompletnie zatracony
W jakiś sposób uderzyłaś o moje ściany
Więc kochanie, powiedz że zawsze będziesz mnie trzymać w ramionach.
Prawdziwie,bezrozumnie, szaleńczo, głęboko zakochany w Tobie
Zakochany w Tobie." - Harry tak słodko śpiewa. HOPE JAK TY MOŻESZ TAKIE COŚ MÓWIĆ?! Nagle usłyszałam głos Joanne.
-Hope! Tutaj jesteś, dlaczego uciekłaś? Szukałam Cię po całej okolicy! - Odezwała się. Czy ona nie zauważyła że się chowam? Harry podniósł wzrok po czym się uśmiechnął. Zauważył mnie, cholera. Uśmiechnęłam się szczucznie do przyjaciółki i szybko wyszłam razem z Joanne z parku.
-Czy Ciebie kompletnie popierdoliło?! - Spytałam się Asi.
-Nie rozumiem o co Ci chodzi. - Odpowiedziała. Ja nie miałam sił by cokolwiek powiedzieć.
•••
Wróciłam do domu mam plan, mam plan jak zabić Harry'ego.
Mój plan jest dość infantylny, ale myślę, że skuteczny.
[PLAN ZABICIA HARRY'EGO WEDŁUG HOPE CRATCHIT.
,,1. Około 5 rano podjechać pod jego dom.
2. Związać i porwać.
3. Posadzić na krześle (Tak żeby nie uciekł rzecz jasna).
4. Porozmawiać.
5. Wyciągnąć informację.
6. Pozbyć się człowieka." ]
Pan gotowy, pozostało teraz tylko wprowadzić go w życie...
Macie rozdzialik :D wiem, wiem nie mam talentu do pisania :)))))))))))))
Myślę że rozdział wam się (nie) spodobał
JAK MYŚLICIE HOPE ZABIJE HARRUSIA? :O PISZCIE!
niedziela, 1 grudnia 2013
Rozdział 2 ,,Dość już mam tych kłamst"
Spacerowałam po opustoszałym mieście. Wszyscy spali, może nie wszyscy ale większość. Co chwilę spoglądałam w tył, bałam się, że mnie śledzi a nie, że ja śledzę Go.
Usiadłam na pobliskim krawężniku. Zobaczyłam Go. Pojawił się z bocznej drogi. Szedł szybko rozglądając się na boki. Czegoś szukał lub kogoś.
-Proszę oby nie szedł w moją stronę. - Szepnęłam w duchu. Coś za często Go widuję w ostatnim czasie. Poszedł w przeciwnym kierunku. Poszłam za nim. Zatrzymał się, już miałam go dorwać, ale nagle poczułam ostry ból w okolicach brzucha.
Zwinęłam się z bólu starając się nie wydać jakiegokolwiek dźwięku. Odwrócił się. Na moje szczęście zdąrzyłam dość za pobliskie drzewo.
-Hope? To ty? - Nic nie odpowiedziałam. Harry zrezygnowany poszedł dalej. Udało mi się. Poszłam za nim. Jeśli mam Go dopaść niech Go dopadne dzisiaj. Co z tego, że mnie brzuch boli.
•••
Tym razem go nie dopadłam. Wróciłam do domu i postanowiłam napisać list. List do osoby która znajdzie kiedyś ten dom a ja umre.
[1 list Hope do ?: ,,Jestem Hope, jeśli czatasz ten list to ja najprawdopodobniej nie żyje.
Jestem Hope, zwykła dziewczyna. Tak, Hope, nadzieja. Moi rodzice nie żyją. Zostali zamordowani przez Jego ojca Jeff'a. Moja mama dała mi na imię Hope, ponieważ miała nadzieję, że gdy ona przegra walkę z Jeff'em zabiję Jeff'a i jego syna Harry'ego. Jeff po zamordowaniu mojej matki, powiesił się. Drogi czytelniku, jeśli znasz jakąś osobę, która często się uśmiecha a nie opowiada co u niej słychać, jeśli się jej zapytacie odpowiada, że wszystko w porządku. Spytaj się czy napewno, ponieważ u niej może być strasznie. Jeśli znasz osobę która nakłada dużo pudru, nie ważne czy to chłopak czy dziewczyna, nie wyzywaj tej osoby od dziwek, kurw, szmat, bo to naprawdę rani, a może ta osoba chce ukryć blizny? Jeśli znasz osobę która jest wesoła, czasem wręcz przeciwnie, czepia się, ma wachania nastroju.
Nie uważaj jej za wariatkę może chorować na jakąś chorobę.
Powiedzieć Ci coś? Znam wszystkie 3 przypadki.
3 przypadek dotyczy się Belli, niedawno popełniła samobujstwo.
2 przypadek dotyczy Jessici, została zabita nożem a jej dom spalono.
1 przypadek dotyczy mnie, czy zauważyłeś czytelniku zależność? Dwie osoby nie żyją. Jeśli to czytasz to ja prawdopodobnie też nie żyję. Przegrałam.
Zapamiętaj moje słowa: ,,Można wybaczyć wszystko jeśli się kogoś kocha."
Nienawidzę Harry'ego on, za wiele wyrządził mi w moim życiu. To ON zabił Jesy. To ON wymordował większość mojej rodziny.
Potrafię wyczuć jeśli ktoś żałuję tego co zrobił. Nie ważne czy to zabójstwo, czy zwykła kradzież batonika w sklepie. Wiem, że Harry żałuję, poprostu to wiem.
Obserwuj ludzi, wypatruj zła.
Jestem Hope i chcę Ci pomóc.
Przyjdę do Ciebie w nocy, nie przestrasz się, pomogę Ci.
Weź nóż i spróbuj zabić, nie zwykłego człowieka tylko masowego zabójcę zanim to On zabije Ciebie."
Po moim policzku spynęły łzy.
Zabiję Go obiecałam sobie. Nie wybaczę, nie po tym co zrobił, pomimo, że coś do Niego czuję...
~Harry~
Mógłbym przysiąc, że widziałem Hope.
Jest szybsza i zwinniejsza niż myślałem. Dzisiejszej nocy nie zabiłem nikogo. Chcę się od tego uwolnić. Nie chcę już więcej zabijać. Wiem jedno za żadne skarby świata nie zabiję Hope. Ona myśli, że planuje ją zabić. Prawda jest taka że nie. Nie ja zabiłem jej rodziny tylko mój ojciec. Udało mi się ochronić ciocię Hope, mówiąc jej, że ktoś chce ją zabić. Ta wyjechała do innej części kraju i tyle ją widziano. Nigdy bym nie skrzywdził Hope, ale ona musi żyć w przekonaniu, że mam zamiar ją zabić, musi z tym przekonaniem żyć, ponieważ mogłaby się jeszcze w mnie wiem że to zabrzmi śmiesznie, ale zakochać. A wszyscy dobrze wiemy że ja na nią nie zasługuję. Chciałbym wykrzyczeć jej prawdę w twarz, ale nie potrafię. Zasługuję na śmierć pozwolę jej się zabić, zasługuję na to. Jestem po prostu śmieciem. Znowu zrobiłem kreskę ale na prawej ręce. Wszystkiego żałuję, mam ochotę już nie zabijać ale wiem że się uzależniłem.
Mam dość. Najlepiej gdybym się nie urodził.
~Hope~
Czas kupić nową broń. Nie byłe jaki nóż, tylko pistolet. Joanne powinna mieć kilka zbędnych, jutro ma mi przynieść coś do jedzenia. Wie jaką mam sytuacje. Tylko ona wie gdzie mieszkam i co się stało z moimi rodzicami. Więc jutro się jej spytam czy ma jakieś.
•••Ranek•••
-Hope! Otwórz te cholerne drzwi!
-Sorka, zacięły się. - Otworzyłam Joannie drzwi. Ta przywitała mnie i wręczyła koszyk z jedzeniem.
-Asiu...- Zaczęłam. - Masz może zbędny pistolet? - Spytałam a oczy Joanny rozszerzyły się do granic możliwości. Nic nie odpowiedziała tylko wyciągła z torebki pistolet i naboje.
-Po co Ci? - Spytała.
-Po to co Tobie, to znaczy do obrony gdyby ktoś mnie zaatakował.
-Nie kłamiesz? - Spytała, a ja coraz bardziej bałam się, że prawda wyjdzie na jaw. Pokiwałam twierdząco głową. Joanne wręczyła mi pistolet.
-Idę dzisiaj na dyskotekę idziesz z mną?
-Em, no, wiesz, mogę co mi szkodzi? - Chciałam iść na dyskotekę, nigdy tam nie byłam. Z drugiej strony Harry mógł znowu zaatakować...Co tam idę! Leczy gdy następna osoba zginie to ja ponoszę odpowiedzialność.
×××××××××××××××××
TAK OTO JEST 2 ROZDZIAŁ!
Jak myślicie co zdarzy się w 3 ? ;D a i fanfiction przewiduje około 69 rozdziałów xD
chcesz być informowana? pisz swój nick z twittera w komentarzu ilysm xx
Usiadłam na pobliskim krawężniku. Zobaczyłam Go. Pojawił się z bocznej drogi. Szedł szybko rozglądając się na boki. Czegoś szukał lub kogoś.
-Proszę oby nie szedł w moją stronę. - Szepnęłam w duchu. Coś za często Go widuję w ostatnim czasie. Poszedł w przeciwnym kierunku. Poszłam za nim. Zatrzymał się, już miałam go dorwać, ale nagle poczułam ostry ból w okolicach brzucha.
Zwinęłam się z bólu starając się nie wydać jakiegokolwiek dźwięku. Odwrócił się. Na moje szczęście zdąrzyłam dość za pobliskie drzewo.
-Hope? To ty? - Nic nie odpowiedziałam. Harry zrezygnowany poszedł dalej. Udało mi się. Poszłam za nim. Jeśli mam Go dopaść niech Go dopadne dzisiaj. Co z tego, że mnie brzuch boli.
•••
Tym razem go nie dopadłam. Wróciłam do domu i postanowiłam napisać list. List do osoby która znajdzie kiedyś ten dom a ja umre.
[1 list Hope do ?: ,,Jestem Hope, jeśli czatasz ten list to ja najprawdopodobniej nie żyje.
Jestem Hope, zwykła dziewczyna. Tak, Hope, nadzieja. Moi rodzice nie żyją. Zostali zamordowani przez Jego ojca Jeff'a. Moja mama dała mi na imię Hope, ponieważ miała nadzieję, że gdy ona przegra walkę z Jeff'em zabiję Jeff'a i jego syna Harry'ego. Jeff po zamordowaniu mojej matki, powiesił się. Drogi czytelniku, jeśli znasz jakąś osobę, która często się uśmiecha a nie opowiada co u niej słychać, jeśli się jej zapytacie odpowiada, że wszystko w porządku. Spytaj się czy napewno, ponieważ u niej może być strasznie. Jeśli znasz osobę która nakłada dużo pudru, nie ważne czy to chłopak czy dziewczyna, nie wyzywaj tej osoby od dziwek, kurw, szmat, bo to naprawdę rani, a może ta osoba chce ukryć blizny? Jeśli znasz osobę która jest wesoła, czasem wręcz przeciwnie, czepia się, ma wachania nastroju.
Nie uważaj jej za wariatkę może chorować na jakąś chorobę.
Powiedzieć Ci coś? Znam wszystkie 3 przypadki.
3 przypadek dotyczy się Belli, niedawno popełniła samobujstwo.
2 przypadek dotyczy Jessici, została zabita nożem a jej dom spalono.
1 przypadek dotyczy mnie, czy zauważyłeś czytelniku zależność? Dwie osoby nie żyją. Jeśli to czytasz to ja prawdopodobnie też nie żyję. Przegrałam.
Zapamiętaj moje słowa: ,,Można wybaczyć wszystko jeśli się kogoś kocha."
Nienawidzę Harry'ego on, za wiele wyrządził mi w moim życiu. To ON zabił Jesy. To ON wymordował większość mojej rodziny.
Potrafię wyczuć jeśli ktoś żałuję tego co zrobił. Nie ważne czy to zabójstwo, czy zwykła kradzież batonika w sklepie. Wiem, że Harry żałuję, poprostu to wiem.
Obserwuj ludzi, wypatruj zła.
Jestem Hope i chcę Ci pomóc.
Przyjdę do Ciebie w nocy, nie przestrasz się, pomogę Ci.
Weź nóż i spróbuj zabić, nie zwykłego człowieka tylko masowego zabójcę zanim to On zabije Ciebie."
Po moim policzku spynęły łzy.
Zabiję Go obiecałam sobie. Nie wybaczę, nie po tym co zrobił, pomimo, że coś do Niego czuję...
~Harry~
Mógłbym przysiąc, że widziałem Hope.
Jest szybsza i zwinniejsza niż myślałem. Dzisiejszej nocy nie zabiłem nikogo. Chcę się od tego uwolnić. Nie chcę już więcej zabijać. Wiem jedno za żadne skarby świata nie zabiję Hope. Ona myśli, że planuje ją zabić. Prawda jest taka że nie. Nie ja zabiłem jej rodziny tylko mój ojciec. Udało mi się ochronić ciocię Hope, mówiąc jej, że ktoś chce ją zabić. Ta wyjechała do innej części kraju i tyle ją widziano. Nigdy bym nie skrzywdził Hope, ale ona musi żyć w przekonaniu, że mam zamiar ją zabić, musi z tym przekonaniem żyć, ponieważ mogłaby się jeszcze w mnie wiem że to zabrzmi śmiesznie, ale zakochać. A wszyscy dobrze wiemy że ja na nią nie zasługuję. Chciałbym wykrzyczeć jej prawdę w twarz, ale nie potrafię. Zasługuję na śmierć pozwolę jej się zabić, zasługuję na to. Jestem po prostu śmieciem. Znowu zrobiłem kreskę ale na prawej ręce. Wszystkiego żałuję, mam ochotę już nie zabijać ale wiem że się uzależniłem.
Mam dość. Najlepiej gdybym się nie urodził.
~Hope~
Czas kupić nową broń. Nie byłe jaki nóż, tylko pistolet. Joanne powinna mieć kilka zbędnych, jutro ma mi przynieść coś do jedzenia. Wie jaką mam sytuacje. Tylko ona wie gdzie mieszkam i co się stało z moimi rodzicami. Więc jutro się jej spytam czy ma jakieś.
•••Ranek•••
-Hope! Otwórz te cholerne drzwi!
-Sorka, zacięły się. - Otworzyłam Joannie drzwi. Ta przywitała mnie i wręczyła koszyk z jedzeniem.
-Asiu...- Zaczęłam. - Masz może zbędny pistolet? - Spytałam a oczy Joanny rozszerzyły się do granic możliwości. Nic nie odpowiedziała tylko wyciągła z torebki pistolet i naboje.
-Po co Ci? - Spytała.
-Po to co Tobie, to znaczy do obrony gdyby ktoś mnie zaatakował.
-Nie kłamiesz? - Spytała, a ja coraz bardziej bałam się, że prawda wyjdzie na jaw. Pokiwałam twierdząco głową. Joanne wręczyła mi pistolet.
-Idę dzisiaj na dyskotekę idziesz z mną?
-Em, no, wiesz, mogę co mi szkodzi? - Chciałam iść na dyskotekę, nigdy tam nie byłam. Z drugiej strony Harry mógł znowu zaatakować...Co tam idę! Leczy gdy następna osoba zginie to ja ponoszę odpowiedzialność.
×××××××××××××××××
TAK OTO JEST 2 ROZDZIAŁ!
Jak myślicie co zdarzy się w 3 ? ;D a i fanfiction przewiduje około 69 rozdziałów xD
chcesz być informowana? pisz swój nick z twittera w komentarzu ilysm xx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)