poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 6 ,,Plan wprowadzony...''

Rozwinęłam mapę. To była mapa cmentarzu...Na odwrocie napisane było: ,,Tam gdzie spoczywają zamordowani, tam kryje się skarb cenniejszy od złota". Przeskanowałam tekst ponownie. Co to może znaczyć? O co chodzi? Na mapie cmentarza na czerwono był w jednym punkcie krzyż. Domyślam się, że krwią. Zwinęłam mapę, po tej czynności otworzyłam pamiętnik mojej mamy.
[Urywek pamiętnika 1 strona 1 akapit: ,,Jestem w szpitalu, Jeff mi to zrobił. Paliłam się. Czułam jak moja skóra się topi. Widziałam moich już martwych rodziców. Wszystko mi zepsuł a ja go miałam za przyjaciela. Dlaczego tamtego wieczoru tak się stało? Chciałam Jeff'owi pomóc, przybiegłam z gaśnicą. Jeff trafił do szpitala. Jego skóra jest teraz biała jak śnieg, powieki ma wypalone, posiada długie czarne proste włosy, szeroki uśmiech nie schodzący mu z twarzy. Jedynie co się nie zmieniło to kolor jego oczu, nadal były niebieskie. Boje się go okropnie. Ups pielęgniarka idzie".] W tym momencie pismo się urwało i przeniosło na drugą kartkę. Otworzyłam ostatnią stronę. Tam była spisana ostatnia godzina życia mojej mamy. Zaczęłam płakać. Niby było to rok temu, ale nadal boli. Odłożyłam rzeczy na miejsce i zamknęłam szufladkę . Weszłam do mojego pokoju, położyłam się na łóżku i zasnęłam.
~Sen Hope~
Ujrzałam Harry'ego podchodzącego do mnie. Nie przypominał Jeff'a ani trochę a jednak to jego syn. Harry chwycił mnie za dłonie i spojrzał głęboko w oczy, tak jakby chciał zajrzeć do mojej duszy. Ja patrzyłam na jego oczy, te piękne zielone oczy...taki sam kolor miała moja mama. Staliśmy tak przez parę minut.
-Hope, uwierz mi to nie ja zabiłem twoją rodzinę. To mój ojciec. To ja pomogłem twojej cioci uciec. To ja, Harry, który Cię kocha.
-Harry wiem, też Cię kocham.
•••
Obudziłam się. Jaką ja mam wyobraźnie, a może podświadomość chciała mi coś przekazać? W każdym bądź razie ten sen był obrzydliwy. Jestem pewna, że nie przyśnił mi się bez podowu.
~Harry~
Właśnie gasiłem światło. Sama myśl, że ciało mojego ojca jest podemną, brrr.
Zgasiłem światło. Położyłem się i poszedłem z trudem spać.
~Sen Harry'ego~
Moim oczom ukazała się Hope. Była ubrana w czerwoną zwiewną sukienkę. Uśmiechała się. Odrazu na jej widok moje serce zaczęło szybciej bić. To było nie do opisania. Podeszła do mnie i pocałowała w policzek. Zakładam, że stałem tam jak burak. Ona jest zbyt perfekcyjna. Hope chwyciła mnie za rękę i poszliśmy w stronę zachodzącego słońca.
•••
SZLAG! Musiałem się obudzić. Hope..pierwszy raz mi się przyśniła, więc zakładam, że nie bez powodu. Po dzisiejszym dniu kogoś zabiję to jest pewne.
~Hope~
Zbliża się 23.00. Plan czas wprowadzić. Nie mogę czekać dłużej.
24:00 zostało 5 godzin.
1:00 zostały 4 godziny.
2:00 zostały 3 godziny.
3:00 Zostały 2 godziny.
4:00 Jeszcze tylko godzinka.
5:00 Zaczęło się. Wzięłam plegak i wybiegłam z domu. Dzisiaj albo wcale! Przyśpieczyłam kroku. Wszystko mam co potrzebne. Usłyszałam straż pożarną. Znowu zabił... Dotarłam pod jego dom i zaczaiłam się w krzaku. Harry właśnie wracał. Był przerażony. Płakał. Podbiegłam do niego od tyłu i uderzyłam patelnią w jego głowę. Ten upadł na zimne podłoże. Związałam mu ręce i nogi. Wyciągnęłam z plecaka deskorolkę. Przywiązałam go do niej i chwyciłam wcześniej zawiązany na deskorolce sznurek. Na moje szczęście jego dom mieści się trzy minuty pieszo do lasu.
Musze go zabić. Taką mam misje.
Po około 19 minutach dotarłam do domu. Z trudem wpakowałam Harry'ego do domu, ale się udało. Przyniosłam krzesło i postawiłam je na środku pokoju. Odwiązałam pana Styles'a od deskorolki i ledwo posadziłam na krześle. Obwiązałam go sznurkami i taśmą. Poczekałam aż się obudzi.
Harry obudził się. Był lekko zdezorientowany.
-O witam Śpiącą Królewnę. - Rzuciłam z uśmiechem na ustach.
-Hope? - Spytał przerażony.
-Nie, krowa. - Odpowiedziałam patrząc na sufit. Podeszłam do Harry'ego i lekko przygryzłam wargę. Chciałam się trochę nim pobawić zanim go zabije.
Popatrzyłam mu w jego zielone oczy które teraz wyrażały strach. Bał się, bał się mnie.
-Nie masz czego się bać. - Powiedziałam i lekko przygryzłam jego dolną wargę. Trzeba przejąć nad nim kontrolę. Usiadłam okrakiem na niego a moje palce rysowały różne wzorki na jego torsie.
-Harry...- Powiesz mi dlaczego zabijasz i dlaczego wymordowałeś mi rodzine? - Spytałam seksownym tonem posyłając mu buziaka w powietrzu. Można by rzec, że Harry teraz jest pod wpływem narkotyków.
-To kwestia przyzwyczajenia i wychowania, chociaż jak zabije ofiare robie kreske na mojej ręce, bo mam wyrzuty sumienia. A co do twojej rodziny nie ja ją wymordowałem tylko mój ojciec. - Powiedział Harry. To co mi przekazał kompletnie mnie zaskoczyło. On mnie tak bardzo podnieca. ZARAZ O CZYM JA MYŚLE?!?! Potrząsnęłam głową by wyrzucić nie odpowiednie myśli z niej.
-Kłamiesz. - Burknęłam i zeszłam z niego. -Jesteś tylko kłamcą, który do niczego nie umie się przyznać. Jesteś śmieciem, po prostu nic nie wartym śmieciem. Nienawidze Cię! - Krzyknęłam na co Hazz się przestraszył. Nie spodziewał się takiej mojej reakcji.
~Harry~
W tym momencie Hope mnie przerażała. Wyglądała na zawodową morderczynie. Przecież mówiłem prawdę. Hope wyszła do kuchni pewnie poszukać czegoś czym by mnie mogła zabić. Chciałbym być zabity przez nią ale nie w takich okolicznościach. Gdybym chciał mógłbym ją zabić, ale nie mogę. Z trudem wyciągnąłem nożyk z mojej kieszeni i przeciąłem więzy. Zrzuciłem je na podłoge i wybiegłem przez okno.
~Hope~
KURWA! Harold uciekł... Mam dość! Jak już mam go zabić to nieeee ucieka. Jak on się wydostał? Przecież to było nie możliwe! Zawsze coś musi pójść nie tak, zawsze...Trudno, w najbliższym czasie pójde na cmentarz rozgrźć mapkę, a przy okazji zabić Harry'ego.

2 komentarze:

  1. super :) uwielbiam twoje fanfiction :) czekam na następny :)
    +jak możesz to zajrzyj do mnie --> http://iwannadiewithyoou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuper *.* czekam na nexta ;* @Hope_angel1D powiadamiaj mnie ")

    OdpowiedzUsuń